Remont w odcieniach szarości

Remont mieszkania jest zawsze sporym wyzwaniem dla każdego człowieka, szczególnie dla panów, na których to barkach spoczywa cała brudna robota. Kobieta zajmuje się zwykle ułożeniem wisienki na torcie, czyli wydawaniem pieniędzy, wybieraniem mebli, kolorów, projektów i kupowaniem dekoracji, które są przecież sprawą obligatoryjną. Myślisz inaczej? Proszę, przekonaj moją żonę. W czasach, kiedy w ofercie możemy znaleźć dosłownie wszystko czujemy się zagubieni, sfrustrowani i zestresowani. Mnóstwo czasu poświęcamy na poszukiwania, przeglądamy rankingi i toczymy burzliwe dyskusje z każdym, który stanie nam na drodze. Kobieta chce, żeby było ładnie, a mężczyzna woli, aby było praktycznie. Córka chce różowe (Co? Cokolwiek) i szafę z Narnii, a syn woli w piłkarzy. Zbieramy tak wiadomości, zastanawiamy się długie godziny. Odwiedzamy sklep z meblami, wykładzinami, dywanami. Godzinami wypytujemy asystentów sprzedaży o najlepszą kuchenkę mikrofalową. Nierzadko szukamy projektanta, który to wszystko za nas ogarnie, ale jak wybrać najlepszą opcję? Remonty potrafią dać w kość i wyczerpać psychicznie. Lepiej dla nas, jeśli mamy wystarczającą ilość pieniędzy i możemy pozwolić sobie na to, aby wszystko za nas zrobiła grupa fachowców. A jeszcze lepiej jak mamy czas i miejsce, gdzie możemy na ten okres uciec. Majstrzy dostają od nas klucze do domu, a my jedziemy na wakacje i bawimy się świetnie, w ogóle nie myśląc o tym co przeżywa właśnie nasze mieszkanie. Wracamy i nasz dom wygląda jak nowy, wszystko idealnie tak, jak sobie to zamarzyliśmy. Takie rzeczy tylko w bajkach. Mówi się, że pierwszy remont nigdy się nie udaje. Szkoda, że nie da się zacząć od razu od drugiego, albo najlepiej od trzeciego. Fajnie jak mamy już w miarę płaskie i wygładzone ściany, remonty to wtedy zwykłe pomalowanie pokoju, kupienie nowej szafy i powieszenie zdjęć z ostatnich wakacji. Gorzej, gdy kupiliśmy stary dom, który ostatni raz widział drabinę i młotek w latach osiemdziesiątych. Czeka nas mnóstwo niespodzianek, parę warstw starej farby, nierzadko kasetony i boazeria. Jak w leśniczówce. Do takiego remontu najlepiej zamówić całą ekipę ludzi, razem z egzorcystą i psychologiem. Po co? Może okazać się, że instalacja elektryczna w całym domu wymaga natychmiastowej wymiany, podłogę trzeba na nowo wylać, a w oknach są szpary na pół ręki. Wymiana instalacji elektrycznej to wydatek rzędu paru tysięcy złotych, dobrze, że są banki. Wylewka podłóg to bardzo pracochłonne i niewdzięczne zajęcie, schnięcie betonu trwa bardzo długo, dopiero po paru miesiącach można zacząć myśleć o położeniu paneli, kafelków lub wykładziny. Kupując materiały budowlane nigdy nie kupimy, tyle ile nam trzeba. Zawsze braknie. Wizyty w marketach budowlanych staną się naszym hobby. Będzie to nasz drugi dom, bo zawsze po przyjeździe okaże się, że zapomnieliśmy garstki gwoździ, worka kleju, albo małego pędzla do malowania kaloryfera. Z największą trudnością spotykamy się jednak przy wyborze farby. Gwarantuję, że staniemy przed regałami z emulsjami, lakierami i farbami i zapłaczemy łzami rzewnymi. Projektant wybrał nam kolor szary, bo to hit przecież. Cała Polska ma teraz szare ściany, i tylko czasem ktoś się wybije i pomaluje na biało. Idziemy więc do sklepu kupić szarą emulsję do ściany. Sprawa wydaje się łatwa, wchodzimy do środka bierzemy puszkę i wychodzimy. Jasne, niedoczekanie. Stoimy więc przed ścianą i oglądamy próbki koloru szarego, przez półgodziny wybieramy producenta farby. Udało się, super. Następnie szukamy szarości. I zaczyna się, wybieramy między popielny beż, westchnienie księżyca, dary niebios i innymi nazwami z kosmosu… Nazwy są naprawdę dziwaczne, a barwy nie różnią się właściwie niczym konkretnym, ot parę tonacji różnicy. Kolejnym ciekawym zjawiskiem jest wybieranie mebli do pokoju. Chcemy kupić komodę i wielką szafę. Trzeba zadać sobie ważne pytanie, skoro mamy szare ściany w salonie – jakie meble powinniśmy wybrać? W najpopularniejszym sklepie z meblami ze Skandynawii wybieramy to co nam się podoba i zabieramy do domu. Po drodze do kasy oczywiście wrzucamy do koszyka całą chmarę niepotrzebnych bibelotów i akcesoriów kuchennych. Jesteśmy już w domu i następnie, przez kolejne parę godzin przeklinamy wniebogłosy. Prawdziwy mężczyzna przecież nie czyta instrukcji. Wracamy do kosza na śmieci, wygrzebujemy porzucony świstek papieru i bierzemy się na nowo do skręcania szafy już z instrukcją. Po pewnej chwili okazuje się, że to co naszym zdaniem było półką jest dnem. I zawsze zostaje garść śrubek. Nie, to nie specjalnie na zapas. Po prostu źle skręciliśmy mebel. Kiedy już wybija północ, do salonu wchodzi żona i mówi: „wiesz co, kochanie, ten kolor mi się jednak nie podoba”. Tak, po to właśnie psycholog. Tekstylia do domu potrafią być kością niezgody. Wyobraź sobie, że chcesz pooglądać telewizję w świeżo wyremontowanym pokoju. Zanim usiądziesz na kanapie to musisz zrzucić piętnaście poduszek, które zadomowiły się tam na dobre. Nie masz siły mówić swojej żonie, że nie mieszkacie w tureckim haremie i nie potrzebujecie tylu poduszek. Potulnie je zrzucasz, bo nie masz ochoty na awanturę. Odnawianie łazienki to dopiero istny koszmar. Najpierw skuwasz stare płytki, zastanawiasz się, czy nie są scalone na amen, psujesz przy tym dwa młoty udarowe i łamiesz trzy palce. Z wyborem nowych kafelków jest jeszcze gorzej niż z decydowaniem się na odcień szarości. Nie dość, że musisz wybrać ich kolor to jeszcze kształt. Zazwyczaj wybiera się inne płytki na podłogę, a inne na ścianę. Gorzej, jeśli twoja rodzina chce mieć jeszcze malutką mozaikę koło lustra. Spróbuj to potem przykleić. Nie martw się, bywa jeszcze gorzej. Trzy miesiące wcześniej zamawiasz fachowca, umawiasz terminy. Wszystko jest przygotowane na ostatni guzik, płytki są już skute, żeby było taniej. Nadchodzi dzień, w których pracownik ma zacząć i nie przychodzi. Myślisz sobie, że przyjdzie jutro, ale okazuje się, że wcale nie przyjdzie, bo ma coś lepszego do roboty. Większą powierzchnię za większe pieniądze. Drugiego fachowca nie znajdziesz w tak krótkim czasie, więc albo przyklejasz skute płytki z powrotem, albo zostawiasz wszystko w rozgardiaszu i idziesz na piwo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *